W 2013 roku w Polsce miała miejsce reforma systemu gospodarki odpadami komunalnymi. Przed reformą każde gospodarstwo domowe musiało, samodzielnie gospodarować odpadami. Najprościej było, podpisać umowę z firmą, świadczącą usługi wywozu i utylizacji odpadów. Tak robiło również nasze trzyosobowe gospodarstwo, korzystając z usług firmy Sanipor. Przysługiwał nam wówczas dzierżawiony pojemnik o pojemności 120 litrów. Śmieci odbierane były raz w tygodniu. Zazwyczaj te 120 litrów było prawie wystarczającą pojemnością – trochę się upychało a klapa i tak się nie domykała . Gdy śmieci było więcej, korzystało się z dodatkowo płatnego worka o pojemności 80 litrów. Zazwyczaj wyrzucaliśmy tam odpady zielone (liście i gałęzie z ogródka). Wraz z reformą w naszym mieście wprowadzono od razu cztero-frakcyjną segregację.[l]

Po wprowadzeniu się w obowiązek segregacji, w skali miesiąca wyrzucaliśmy przeciętnie jeden worek plastików, jeden papieru, minimalnie ilości szkła oraz w połowie pełen 120 litrowy pojemnik odpadów zmieszanych tygodniowo. Jednak w porównaniu do tamtego okresu, zauważam tendencję wzrostową. W tym momencie w skali miesiąca wyrzucamy dwa lub trzy worki plastików, dwa worki papieru oraz pół worka szkła. Raz w tygodniu służby komunalne odbierają od nas, prawie zapełniony pojemnik na odpady zmieszane, oraz (uwaga nowość) w 1/6 zapełniony pojemnik na odpady BIO. To zresztą też ciekawa sprawa na inny wpis.

Moje obserwacje zgadzają się ze statystykami GUSu. Masa wytworzonych odpadów przez jednego mieszkańca: [l]

2015201620172018
282.5303.3311.5325

Skąd ten wzrost? Wedle ekspertów występuje tu ścisła korelacja, między zamożnością społeczeństwa a ilością produkowanych odpadów [l] – jesteśmy bogatsi to kupujemy więcej. Ale czy tylko więcej? Ludzie kupują oczami. Bardziej do zakupu skłoni nas towar zapakowany w piękne opakowanie, niż owinięty folią czy nawet sprzedawany luzem. Mania pięknych opakowań może stać się nawet kuriozalna, jak w przypadku warzyw i owoców pakowanych pojedynczo i ozdabianych naklejką BIO. I właśnie jedna z takich głupot skłoniła mnie do napisania tego wpisu.

Na zdjęciu widnieje opakowanie po klipach do dokumentów. Takich zwykłych do spinania dokumentów. Teraz pojawia się pytanie: Ile tych klipsów było w środku? Pięć! Pięć klipsów za 2,50zł w pudełku, w którym zmieściłoby się ich dziesięć jak nie piętnaście. W pudełku o ściankach grubości ok. 0,5mm…

Można postawić pytanie: A po co takie kupować? Nie ma innych?. Otóż w hipermarkecie Selgros nie ma. A przynajmniej nie w takich małych ilościach.

Od pewnego czasu staram się, zwracać uwagę na opakowania, w jakich kupuję produkty. Zasadniczo uważam, że to konsumenci odpowiedzialni są za nadmiar śmieci. Producent ma dostarczyć, to czego konsument oczekuje. I w takim podejściu, zgodnym z zasadami wolnego rynku, nie ma chyba nic złego. Problemem jest tylko to, że konsumenci bardzo często nie zauważają jaki procent ceny towaru, który kupują stanowią koszta opakowania.Tak, materiały można poddać recyklingowi. Ale każda rzecz wyrzucona do śmieci oznacza koszta. Koszta nie tylko finansowe ale także środowiskowe. Śmieciarka i zakład recyklingu nie działają na wodę. Więcej śmieci to więcej kursów, które musi wykonać śmieciarka; więcej kursów to więcej spalonego paliwa i wyemitowanego CO2. Globalne ocieplenie jest faktem i zaczyna dokuczać nam coraz bardziej. Na ten rok prognozuje się rekordową suszę w Polsce – tak jak co roku zresztą; rok do roku jest coraz gorzej. A my jako społeczeństwo ciągle robimy stanowczo za mało, udajemy tylko że się przejmujemy. Nie dbamy o retencję wody – powodzie w miastach niczego nas nie uczą, a gdy wody zaczyna brakować, to nadal sztucznie regulujemy rzeki i potoki. Jesteśmy w kursie, nastawionym na katastrofę…

O takich klipach była mowa